niedziela, 23 grudnia 2012

1ST CHAPTER

ROZDZIAŁ 1

 

* Francesca *
MUZYKA

24.12.12 r.


Poczułam lekki promyk słońca na twarzy. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na zegarek stojący na małej komodzie tuż obok łóżka. Mój pokój utrzymywał się w kolorach bieli i ciemnego brązu. Nad łóżkiem były poprzyczepiane zdjęcia rodzinne, z przyjaciółmi, krótko mówiąc wszystkie moje wspomnienia. Trochę przed biurkiem wisiała duża, brązowa zasłona z masą srebrnych gwiazdek poprzyklejanych na niej. Wzięłam butelkę z wodą i napiłam się z niej. Zeszłam na dół, a tam roił się istny chaos. '' Mama'' wraz z '' ojcem '' latali po całej kuchni gotując coś, mieszając i przelewając... cokolwiek to było. Przywitałam się krótkim '' Dzień dobry '' i wyjęłam z szafki płatki, a z lodówki następująco mleko. Wsypałam płatki do wielkiej miski i zalałam je zimnym mlekiem. Usiadłam na czerwonym, barowym krześle, wyjęłam łyżkę i zaczęłam nią jeść moje żarełko. Kiedy skończyłam poszłam się ubrać. Wybrałam czarne rurki, biały sweter oversize i nałożyłam na nogi czarne kapcie. Usiadłam przed moim laptopem firmy Apple i weszłam na tweeter'a. Tweetnęłam tylko :
'' Wesołych świąt, świecie! Trzymajcie się ciepło, Wasza Fran xx ''
Uśmiechnęłam się do siebie i zamknęłam następująco komputer. Na tapecie widniałam ja i mój dawny przyjaciel - Michael z Francji. Ah, te dawne dzieje... Zaczęłam wspominać nasze wspólne chwile, gdy ekran mojego iPhone'a zaświecił się. Odebrałam wiadomość, a nosiła ona treść :
'' Cześć! Zapraszam Cię na moją imprezę urodzinową, Fran! Mam nadzieję, że wpadniesz! Bez Ciebie nie gramy! Olivia xx ''
Szczerze? Oliwia to moja najbliższa koleżanka w Londynie. Uwielbiam spędzać z nią czas, mimo, że nie jesteśmy przyjaciółkami. Odpisałam szybko, że napewno wpadnę i położyłam z powrotem mój telefon na szafkę. Wzięłam z biurka do ręki mój szkicownik i zaczęłam rysować w nim masę kwiatów. Minęły mi tak 3 godziny. Nagle z dołu usłyszałam moje imię, wołali mnie... Zsunęłam się ciężko z łóżka i zeszłam schodami w dół, wkraczając do naszego salonu. Tam siedziała już moja odpicowana ciocia i wujek, oraz ona... Ashley ze swoim chłopakiem - Anthonym. Szczerze współczułam temu chłopakowi, widać było, że nie jest z tą zołzą szczęśliwy. Kiedy oni migdalili się w salonie, ja chamsko się między nich wepchnęłam.
- Kochanie, to dla Ciebie - moi '' rodzice '' wręczyli mi wielkie pudło. Otworzyłam wieko i ujrzałam masę rzeczy. Szczerze? Prezent był trafiony. Dwie pary kolczyków, kilka złotych bransoletek z zawieszkami i dwa naszyjniki - jeden z sową, a drugi z znakiem ' forever young '. Nałożyłam jeden na siebie i uśmiechnęłam się do ciotki i wujka, po czym ich przytuliłam, mówiąc ' dziękuję '.
- Mogę iść już do siebie? - spytałam.
- Nie, dzisiaj są święta, a święta spędza się z... - chcieli dokończyć, gdy Ashley ich wyprzedziła.
- Z rodziną, no właśnie RODZINĄ - postawiła nacisk na ostatnie słowo.
- Skończ już. Jesteś męcząca, dziewczyno. Nie możesz dać sobie spokoju? Skończę szkołę i się wynoszę, tak? - spojrzałam na nią tępym wzrokiem.
- Ah, a może wcześniej? Jesteś cholernie dziwkowata, zejdź mi z oczu - powiedziała i pchnęła mnie na ścianę.
- I kto to mówi - odrazu wbiegłam po schodach i rzuciłam się na moje łóżko w pokoju. Po 10 minutach zapukał ktoś do nich. W drzwiach stanął Anthony. Usiadł obok mnie i przytulił mnie lekko do siebie.
- Nie płacz, ona nie chciała tego powiedzieć, serio.
- Ach tak? Od samego początku jak tutaj zamieszkałam uprzykrza mi życie. Mam dość. Wynoszę się z tego domu.. - westchnęłam i wyjęłam moją walizkę. Zaczęłam pakować do niej wszystkie ubrania i oszczędności oraz kosmetyczkę.
- Do widzenia, Tony. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy - lekko uśmiechnęłam się i zeszłam z walizkami na dół. Przytuliłam moich przyszywanych starszych do siebie i wyszłam po cichu z domu. Ruszyłam ulicami Londynu. Było zimno i trzęsłam się cała, nie pomyślałam o jednym - gdzie się podziać? Podjechałam naszym czerwonym busem pod dom Liv. Zadzwoniłam dzwonkiem i otworzyła mi jej mama - pełna ciepła kobieta, która przyjmie każdego.
- Dobry wieczór, jest może Olivia? - spytałam starszą kobietę.
- Tak, wchodź, zapraszam. Co robisz tak sama o tej porze?
- Długa historia, wyniosłam się z domu, a dzisiaj moje urodziny, Liv jest mi najbliższa - westchnęłam i weszłam do wielkiego domu mojej koleżanki. Poszłam na górę do Oli i przytuliłam ją z całych sił. Usiadłam na jej łóżku i wszyściutko jej opowiedziałam. Pogadałyśmy trochę i koleżanka pozwoliła mi zostać u siebie na noc. Szczerze? Nie były to za świetne urodziny, ale najgorsze też nie były, spędziłam je w końcu z moją... hmm... przyjaciółką? Może tak.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No dobra, jest pierwszy rozdział. To jak na razie takie wprowadzenie, potem się to wszystko rozkręci itp. Dobra, to see ya! I love you <3

3 komentarze:

  1. SUPER!!! Z resztą jak każdy poprzedni blog :D Jedna prośba Marti..tym razem spróbuj dotrwać chociaż do 3 rozdziału, bo jak nie to Cię dorwę w szkole i własnoręcznie uduszę <333
    ~Twoja kochana Julka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha, w 1 dzień świąt będzie 3, dotrwam nawet i do epilogu, biczu mój! Też Cię kocham i gorąco pozdrawiam, loffki koffki <3
    ~ Martyś.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie, bardzo mi się podoba! Nawet czcionka już mi tak nie przeszkadza w czytaniu :D
    Lecę nadrabiać drugi ! :D

    Pozdrawiam ; *

    OdpowiedzUsuń