sobota, 29 grudnia 2012

4TH CHAPTER

ROZDZIAŁ 4


* Francesca *

MUZYKA

Razem z Olivią wraz z trzema kolesiami wyruszyliśmy z klubu o 4 w nocy. Chłopcy chcieli nas podwieźć, cóż, nie opierałyśmy się im, byli przystojni, i godni zaufania. Wsiedliśmy do auta, i jeden z nich prowadził. Jechaliśmy około 20 minut, gdy jeden z nich uderzył coś z hukiem. Potem? Już tylko ciemność....

* Harry *

Była 5 nad ranem, a kac zaczynał już męczyć. Nagle usłyszałem telefon. Niezgrabnie po niego sięgnąłem, przy tym zbijając szklankę.
- Halo? - zachrypniętym głosem odebrałem.
- Pan Styles? Mam do pana prośbę - zapiał głos w słuchawce.
- Nie, żadnych wywiadów. Człowieku, co cię napadło żeby dzwonić o 4 w nocy? - prychnąłem i chciałem odłożyć słuchawkę, gdy usłyszałem :
- Był wypadek, u jednej z dziewczyn na telefonie szybkie wybieranie było do pana. Może pan przyjechać?
- Słucham? Jaka dziewczyna? Co?  - spojrzałem z niedowierzaniem.
- Niejaka Francesca Swenson, znają się państwo?
- O matko! Tak, już pędzę. Do zobaczenia! - krzyknąłem i schowałem twarz w dłonie. Głęboko westchnąłem i obudziłem Liama. W 15 minut byliśmy zwarci i gotowi do wyjścia. Liam podrzucił mnie do szpitala i pojechał z powrotem do domu. O mało co nie zabiłem się na korytarzu szpitalnym, biegnąc do recepcji.
- Dzień dobry. Wie pani gdzie leży Francesca Swenson? - zapytałem młodej brunetki o zielonych oczach.
- Sala 305 - zwróciła na sekundę wzrok na moją twarz, a ja pobiegłem do sali 305, na 5 piętrze. Gdy tam dobiegłem, zauważyłem dziewczynę po drugiej stronie drzwi. Przejechałem po nich dłonią i usiadłem na krzesło. Po niecałej minucie, przyszedł doktor.
- Pan Styles? Jak dobrze, że pan przyjechał. Stan dziewczyny jest stabilny, nic wielkiego oprócz przesuniętej miednicy, złamanej ręki i lekko zgniecionych żeber. Chciałby pan wejść na salę?
- Tak, oczywiście. Chcę ją zobaczyć - dodałem ze słabym uśmiechem i gdy mężczyzna otworzył mi drzwi, usiadłem na krześle obok łóżka i popatrzyłem na twarz dziewczyny. Złapałem ją za rękę i popatrzyłem słabo. Krążyłem kciukiem po jej dłoni, gdy dziewczyna ocknęła się.
- O matko, ty żyjesz! - rzuciłem się na szyję dziewczyny.
- A czemu miałabym nie żyć? Co ja tutaj robię? - spytała niczego nieświadoma ruda.
- Miałaś wypadek, ale wszystko jest dobrze. Niczym się nie martw - uśmiechnąłem się.
- Dobrze, a gdzie Olivia? Nie ma jej tutaj... - rozejrzała się po pokoju.
- Zapytam, a ty nigdzie się nie ruszaj - dodałem i złapałem doktorka na korytarzu. - Przepraszam, wie pan co stało się z drugą dziewczyną?
- Ah, no tak.. Mam złą wieść, ona nie żyje, zginęła na miejscu. Fran uratowały tylko zapięte pasy. Nie byłoby jej tutaj z nami gdyby nie to - wzruszył ramionami. Miałem łzy w oczach, zakończyć swoje życie w urodziny... I to jeszcze dziewczyna, dla której graliśmy koncert. Eh, życie jest ciężkie. Usiadłem przy Fran i spojrzałem na nią ciężkim wzrokiem.
- Więc, trudno mi to powiedzieć. Ona... nie przeżyła - wytarłem nos rękawem bluzy.
- Jak to? Bez niej, nie ma i mnie... Przecież, nie. To nie może być prawda... - zaczęła wstawać z łóżka.
- Fran, zaczekaj, zrozum. Nie ma jej już z nami, ale jest duchem. Zawsze będzie o tobie pamiętać... - chwyciłem ją za ramię.
- NIC NIE ROZUMIESZ! NAJBLIŻSZA MI OSOBA WŁAŚNIE UMARŁA, NIE ŻYJE. ROZUMIESZ? - krzyknęła mi prosto w twarz i wtuliła się we mnie.
- Cii, spokojnie - przycisnąłem ją do siebie i zacząłem uspokajać.
- Wiesz, dziękuję, że ze mną jesteś, cieszę się, że cię pozna.. - przerwałem jej pocałunkiem. - Poznałam.
- Nie ma za co, od tego tu jestem - uśmiechnąłem się i popatrzyłem na zegarek - 8:30.. - Mam dzisiaj występ, trzymaj się ciepło, przyjdę do ciebie jutro - cmoknąłem ją w policzek i wyszedłem ze szpitala. Świat jest pełen nieoczekiwanych sytuacji, tych gorszych, jak i tych złych. Ale jedno jest pewne - nikt tego nie przewidzi, nawet wróżbita Maciej...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Końcówka was pewnie rozwali, pozdrawiam mój mózg, haahhahaha. Okey, 3 komentarze - następny rozdział, nie ma tak łatwo!

wtorek, 25 grudnia 2012

3RD CHAPTER

ROZDZIAŁ 3


* Harry *
MUZYKA

12.01.13r.


- Chłopcy! - krzyknąłem z dołu, aby chłopcy pośpieszyli się trochę. Znowu najszybszy, mimo, że z moimi włosami nie łatwo sobie poradzić. Ubrany w czarne rurki, białą koszulę i niebieską marynarkę usiadłem w salonie i zacząłem bawić się telefonem. Zaraz obok mnie usiadł obok mnie.
- Liam, mam do ciebie prośbę... - spojrzałem na niego.
- Słucham, Loczku?
- Mógłbyś nas dzisiaj pilnować? Wiesz jak kończymy po takich masowych imprezach z alkoholem...
- Taki mój obowiązek, w końcu ja to Daddy Direction - uśmiechnął się i popędzał chłopaków, aby zeszli na dół. Po niecałych pięciu minutach do salonu weszli odpicowani chłopcy. Wsadziłem telefon do tylnej kieszeni spodni i razem wyszliśmy. Wsiedliśmy do wielkiego Vana, i podjechaliśmy pod klub, w którym mieliśmy występować. Byliśmy na miejscu dwie godziny przed rozpoczęciem imprezy i zrobiliśmy godzinną próbę. Wszystko poszło zgodnie z planem. Przed melanżem trzasnęliśmy po jednym kieliszku na łebka. Poszliśmy na scenę i wyczekiwaliśmy. Tłumy pchały się do tłumu jak oszalałe.Na zapleczu siedziały dwie dziewczyny. Jedna blondynka o niebieskich oczach, i ruda, piegowata. Postanowiłem im nie przeszkadzać, jednak, Ruda miała w sobie to COŚ. Podszedłem do Lou i szepnąłem mu do ucha:
- Na zapleczu są ładne dziewczyny, nie zmarnuj tej okazji - uśmiechnąłem się do niego, po czym poszedłem i usiadłem na krześle, które stało na scenie. Po chwili doszedł również Louis. Zaczęliśmy śpiewać '' Little things '' i wszyściutkie piosenki z najnowszej płyty, zajęło nam to półtorej godziny. Po występie DJ zaczął miksować dobrze znane nam kawałki i wszyscy razem tańczyli i świetnie się bawili. Ruda akurat stała samotnie przy barze. Pomyślałem '' Co mi szkodzi? Podejdę, a co mi tam ... ''. Pewnym krokiem, i trochę już chwiejnym przyszedłem do dziewczyny i uśmiechnąłem się do niej.
- Cześć, czemu stoisz tutaj tak sama?
- Boże, to znowu ty? Zejdź mi z oczu, nie jestem waszą fanką, nie lubię was. Myślisz, że nie widziałam jak się ciągle na mnie gapisz? Odpuść sobie... - fuknęła i zaczęła odchodzić, wtedy złapałem ją za nadgarstek i lekko przyciągnąłem do siebie.
- Posłuchaj, nie jestem taki jak myślisz. Znasz mnie od strony mediów, telewizji. Nie od strony prawdziwego człowieka, tak już robi showbiznes - podniosłem brwi do góry i spojrzałem na nią. - Daj mi szansę, chcę cię poznać.
- Nie, nie umawiam się z wypucowanymi lalusiami, sorry - odsunęła się ode mnie i ruszyła w stronę parkietu. Zaczęła tańczyć z jakimś brunetem, który cały czas ocierał się o nią swoim kroczem. Żenujące, że faceci też tak potrafią... Westchnąłem cicho i skierowałem się w stronę wyjścia. Tam zastałem Zayna, który akurat kończył swojego papierosa.
- Dasz jednego?
- Ty nie palisz, Hazz. Nie dam Ci.
- Błagam, choć raz nie dasz mi spróbować? Proszę.
- Ej, stary. Nie, coś się stało to mi o tym powiedz, potem wpadniesz tylko w nałóg - kumpel pocieszająco poklepał mnie po plecach.
- Chciałem oczarować jedną dziewczynę, ale za to ona mnie olała, nie chce mnie znać...
- Harry, naucz się. W życiu nie zawsze jest kolorowo. Czasem trzeba pocierpieć. Ja wracam do środka, trzymaj się - mrugnął do mnie jednym okiem i wszedł do środka wielkiego gmachu. Usiadłem na schodach od klubu i schowałem twarz w dłonie. Po pięciu minutach usłyszałam dwa, donośne chrząknięcia. To była ona.
- Przepraszam, nie powinnam była cię od razu odtrącać. Może nie jesteś aż tak złym człowiekiem? - usiadła obok mnie ubrana w różową sukienkę, czarne szpilki i czarną katankę.
- Szybko się nawróciłaś... - cicho powiedziałem i odsunąłem się od niej.
- Przepraszam, może jednak nie jesteś pedałem, który tylko podrywa wszystkie dziewczyny? - trąciła mnie lekko łokciem i uśmiechnęła się.
- Może. Wystarczy, że mnie poznasz - zaśmiałem się i usłyszałem za sobą:
- Zobaczymy się jeszcze?- jej zielone oczy skierowane były na moją sylwetkę.
- Jutro, Oxford Street, 14.00, w kawiarni ' Maleo Drive '. Będę czekał - uśmiechnąłem się i zostałem już na dłużej w lokalu. Nie wypiłem dużo, no ale Niall i Louis nie mają umiaru... Wepchnęliśmy ich do auta i podjechaliśmy do naszego hotelu. Tam wszyscy zasnęliśmy w mgnieniu oka, a ja? Najszybciej...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
AAAA! Jaram się totalnie, dobiliście do 100 wejść + 3 obserwatorów, kocham was! Więc rozdział z perspektywy Hazzy, tyryryryryr. No, nie złożyłam wam życzeń więc składam teraz:
Chciałam wam życzyć wszystkiego co najlepsze, mam nadzieje, że podostawaliście masę prezentów, i to takich na które czekaliście, ja dostałam Take Me Home, i extra, jarajmy się! Okey, to żebyście byli zdrowi, świetni, i żeby u mnie było milion wejść < samouwielbienie >. I LOVE YA! XX

niedziela, 23 grudnia 2012

2ND CHAPTER

ROZDZIAŁ 2

 * Francesca *

MUZYKA
 25.12.12 r.

Obudziłam się obok mojej przyjaciółki, bo tak w tej chwili mogę ją nazwać. Po wczorajszym dniu stała mi się bardziej... bliska? Tak to można ująć. Spojrzałam na Livię i poszłam do łazienki aby wziąć prysznic. Ubrałam następnie czystą bieliznę,czyste ubranie  i zeszłam szybko na dół. Powitałam całą rodzinę mojej koleżanki. Zjedliśmy wspólne śniadanie razem, no ale ten śpioch raczył zjawić się na dolnym piętrze swojego domu o 12. Powitaliśmy ją gorącym aplauzem, a ja powiedziałam :
- Musisz tak długo spać zawsze? - zaśmiałam się po tym.
- Mam ferie, to śpię. Jak nie mam, to nie śpię. Logiczne - blondynka puknęła się w czoło i wyciągnęła tosty po czym włożyła je do tostera. Czekała tak przy blacie kilka minut, wystukując dobrze znany mi rytm. Ah tak, moja koleżaneczka uwielbia nowy boysband - One Direction. Szczerze? Nie wiem co w nich takiego pociągającego. Czysta komercha... Wypicowani lalusie, którzy śpiewają dla '' swoich fanów '', a raczej dla kasy.. Tragedia na całej linii. Oglądałam z jej rodziną wiadomości, gdy ona wzięła pilota i przełączyła na jakiś program muzyczny, a tam co? Cały dzień z One Direction, a to oznaczało... że nigdzie dzisiaj nie wyjdziemy, tylko posadzimy te grube tyłki przed TV i będziemy ich oglądać. Usadowiłam się wygodnie na kanapie, a ona obok mnie. Jej rodzice wychodzili na całe dwa dni z bratem Oli do znajomych, więc miałyśmy wolną chatę. Pooglądałyśmy ten jej boysbandzik i usiadłyśmy przy stole w kuchni.
- Przyjaciółko. Niedługo twoje urodziny, pomyślałaś o tym? Co mamy zamiar robić na tej imprezie?
- Wiesz, w sumie mam już zamówiony klub, rodzice zaprosili jakąś gwiazdę, ale nie mam pojęcia kto to... No cóż, poczekamy do imprezy. A teraz, lista gości, kogo zapraszamy?
- Hmm, wszystkie trzecie i drugie klasy zaproś. Tam są spoko ludzie, a w pierwszych to same limbusy... Rozumiesz mnie?
- W sumie racja. Okej, to robimy listę - poklepała mnie po plecach i zaczęłyśmy pisać wszystkich ludzi na kartce. Po około 2 godzinach skończyłyśmy wyszło 150 osób. No dobra, na tyle starczy, po co zapraszać ponad 500 osób? Przecież nie ma się to skończyć jak '' Melanż U Sandry '' jak to w Polsce... Mniejsza o to. Jestem bardzo ciekawa jaka tam się pojawi gwiazda, mam nadzieję, że nie będą to te jej super extra pedały... Wtedy zastrzelę się na miejscu, mówię poważnie. Nie ma nic gorszego od nich. Posiedziałam jeszcze trochę z blondynką i poszłyśmy na górę. Posiedziałyśmy przy komputerze, powygłupiałyśmy się i potańczyłyśmy trochę. Trzeba się '' rozgrzać '' przed 2 tygodniową imprezą! I tak w sumie minął nam cały dzień, nie był jakiś koniecznie ciekawy... No może oprócz tego, że Olivia powiedziała mi, że spodobał jej się chłopak z równoległej klasy, a więc... trzeba ich zeswatać. Taka w tym moja moc! Już ja tego dopilnuję! A mi jak na razie nikt się nie podoba, mimo iż potrzebuję tego ciepła od innej osoby. Nieważne, idziemy spać. Trzeba trochę przespać to wolne.. Dobranoc.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Szczerze? Zjechałam po całości, serio. Po całości.... Jest nie dość, że  krótki to taki beznadziejny, ehh... Może wygrzebie jakoś 3 rozdział. Będzie na pewno lepszy! See ya! I love you <3

1ST CHAPTER

ROZDZIAŁ 1

 

* Francesca *
MUZYKA

24.12.12 r.


Poczułam lekki promyk słońca na twarzy. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na zegarek stojący na małej komodzie tuż obok łóżka. Mój pokój utrzymywał się w kolorach bieli i ciemnego brązu. Nad łóżkiem były poprzyczepiane zdjęcia rodzinne, z przyjaciółmi, krótko mówiąc wszystkie moje wspomnienia. Trochę przed biurkiem wisiała duża, brązowa zasłona z masą srebrnych gwiazdek poprzyklejanych na niej. Wzięłam butelkę z wodą i napiłam się z niej. Zeszłam na dół, a tam roił się istny chaos. '' Mama'' wraz z '' ojcem '' latali po całej kuchni gotując coś, mieszając i przelewając... cokolwiek to było. Przywitałam się krótkim '' Dzień dobry '' i wyjęłam z szafki płatki, a z lodówki następująco mleko. Wsypałam płatki do wielkiej miski i zalałam je zimnym mlekiem. Usiadłam na czerwonym, barowym krześle, wyjęłam łyżkę i zaczęłam nią jeść moje żarełko. Kiedy skończyłam poszłam się ubrać. Wybrałam czarne rurki, biały sweter oversize i nałożyłam na nogi czarne kapcie. Usiadłam przed moim laptopem firmy Apple i weszłam na tweeter'a. Tweetnęłam tylko :
'' Wesołych świąt, świecie! Trzymajcie się ciepło, Wasza Fran xx ''
Uśmiechnęłam się do siebie i zamknęłam następująco komputer. Na tapecie widniałam ja i mój dawny przyjaciel - Michael z Francji. Ah, te dawne dzieje... Zaczęłam wspominać nasze wspólne chwile, gdy ekran mojego iPhone'a zaświecił się. Odebrałam wiadomość, a nosiła ona treść :
'' Cześć! Zapraszam Cię na moją imprezę urodzinową, Fran! Mam nadzieję, że wpadniesz! Bez Ciebie nie gramy! Olivia xx ''
Szczerze? Oliwia to moja najbliższa koleżanka w Londynie. Uwielbiam spędzać z nią czas, mimo, że nie jesteśmy przyjaciółkami. Odpisałam szybko, że napewno wpadnę i położyłam z powrotem mój telefon na szafkę. Wzięłam z biurka do ręki mój szkicownik i zaczęłam rysować w nim masę kwiatów. Minęły mi tak 3 godziny. Nagle z dołu usłyszałam moje imię, wołali mnie... Zsunęłam się ciężko z łóżka i zeszłam schodami w dół, wkraczając do naszego salonu. Tam siedziała już moja odpicowana ciocia i wujek, oraz ona... Ashley ze swoim chłopakiem - Anthonym. Szczerze współczułam temu chłopakowi, widać było, że nie jest z tą zołzą szczęśliwy. Kiedy oni migdalili się w salonie, ja chamsko się między nich wepchnęłam.
- Kochanie, to dla Ciebie - moi '' rodzice '' wręczyli mi wielkie pudło. Otworzyłam wieko i ujrzałam masę rzeczy. Szczerze? Prezent był trafiony. Dwie pary kolczyków, kilka złotych bransoletek z zawieszkami i dwa naszyjniki - jeden z sową, a drugi z znakiem ' forever young '. Nałożyłam jeden na siebie i uśmiechnęłam się do ciotki i wujka, po czym ich przytuliłam, mówiąc ' dziękuję '.
- Mogę iść już do siebie? - spytałam.
- Nie, dzisiaj są święta, a święta spędza się z... - chcieli dokończyć, gdy Ashley ich wyprzedziła.
- Z rodziną, no właśnie RODZINĄ - postawiła nacisk na ostatnie słowo.
- Skończ już. Jesteś męcząca, dziewczyno. Nie możesz dać sobie spokoju? Skończę szkołę i się wynoszę, tak? - spojrzałam na nią tępym wzrokiem.
- Ah, a może wcześniej? Jesteś cholernie dziwkowata, zejdź mi z oczu - powiedziała i pchnęła mnie na ścianę.
- I kto to mówi - odrazu wbiegłam po schodach i rzuciłam się na moje łóżko w pokoju. Po 10 minutach zapukał ktoś do nich. W drzwiach stanął Anthony. Usiadł obok mnie i przytulił mnie lekko do siebie.
- Nie płacz, ona nie chciała tego powiedzieć, serio.
- Ach tak? Od samego początku jak tutaj zamieszkałam uprzykrza mi życie. Mam dość. Wynoszę się z tego domu.. - westchnęłam i wyjęłam moją walizkę. Zaczęłam pakować do niej wszystkie ubrania i oszczędności oraz kosmetyczkę.
- Do widzenia, Tony. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy - lekko uśmiechnęłam się i zeszłam z walizkami na dół. Przytuliłam moich przyszywanych starszych do siebie i wyszłam po cichu z domu. Ruszyłam ulicami Londynu. Było zimno i trzęsłam się cała, nie pomyślałam o jednym - gdzie się podziać? Podjechałam naszym czerwonym busem pod dom Liv. Zadzwoniłam dzwonkiem i otworzyła mi jej mama - pełna ciepła kobieta, która przyjmie każdego.
- Dobry wieczór, jest może Olivia? - spytałam starszą kobietę.
- Tak, wchodź, zapraszam. Co robisz tak sama o tej porze?
- Długa historia, wyniosłam się z domu, a dzisiaj moje urodziny, Liv jest mi najbliższa - westchnęłam i weszłam do wielkiego domu mojej koleżanki. Poszłam na górę do Oli i przytuliłam ją z całych sił. Usiadłam na jej łóżku i wszyściutko jej opowiedziałam. Pogadałyśmy trochę i koleżanka pozwoliła mi zostać u siebie na noc. Szczerze? Nie były to za świetne urodziny, ale najgorsze też nie były, spędziłam je w końcu z moją... hmm... przyjaciółką? Może tak.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No dobra, jest pierwszy rozdział. To jak na razie takie wprowadzenie, potem się to wszystko rozkręci itp. Dobra, to see ya! I love you <3

THE PROLOGUE

MUZYKA

23.12.12 r.

Usiadłam na wysokim parapecie, otworzyłam okno na całą szerokość i zapaliłam koniuszek papierosa. Śnieg zawzięcie padał. Moje rudawe włosy z odcieniami brązu powiewały na wietrze, jak flanelowa koszula, która lekko opadała na moje zimne od chłodu uda. Londyn o tej porze roku wyglądał przepięknie.Latarnie świecące na złoty odcień, biały puch leżący na Londyńskim Moście, ciemne niebo i masa gwiazd na tle. Poprostu wyśmienicie... Jednak brakowało mi czegoś od zawsze. Ciepłych, rodzinnych świąt. Rodzice zmarli kilka lat temu, zostałam z moją ciotką Marlą i jej mężem Tomem, oraz ich córką - Ashley, która była dla mnie... wredna? To chyba nawet za mało powiedziane... Od kiedy pojawiłam się w tej rodzinie ta dziewczyna prześladowała mnie, dokuczała mi, szarpała, aż doprowadzała mnie do szału. Co noc płakałam, wylane tony łzy w poduszki. I to czego najbardziej mi potrzeba - zrozumienia. Nie ma człowieka, który by mnie zrozumiał. Tego 36,6 stopni ciepła dosłownie obok. Dzisiaj 23.12.12 r. , jutro moje urodziny, eh. Kolejny zmarnowany na mnie czas przez tą rodzinę, extra. Cóż, pora iść spać, już 23:45, a jutrzejszy dzień ma być prawdopodobnie.. lepszy? Może. Idę już do ciepłego, które tylko na mnie w tej chwili czeka. Dobranoc.





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę, oto prolog. Powiem też, że bardzo mi się on podoba, chyba w życiu nie napisałam lepszego! To na tyle, do następnego rozdziału, kochani! See ya! :'3

HEROES

~ HEROES



Francesca Swenson


Harry Styles


Niall Horan


Zayn Malik



Louis Tomlinson


Liam Payne